delikatny dym na szczycie stalowych korpusów,
drabinką ukwiecone kominów skronie,
szarość lśni wśród całodziennych mgieł,
czerwoną lampką migając po zmroku.

Dwa kominy, jak bracia strażnicy,
strzec im przyszło moich szarych dni.
Pilnują aby promień słońca na mroźną ziemię … nie, nie , nie

a dni? kap, kap, jak te dwa bliźniaki za oknem, kap, kap, podobne, podobne.