nieprzemakalny blog

ten, który nie przemaka(ł)

Wpisy z okresu: 10.2004

bunt jest dobry
i potrzebny
po 10 godzinach snu,
w miękkim fotelu z gazetą
przy porannej kawie;
pomysły rozsadzają czaszkę
świeże, słodkie rogaliki rozpływają się w ustach
myśli chcą zmieniać świat;
zmieńmy go, zdjęciem, muzyką i ubraniem
działaniem,
innym działaniem

jeszce przy obiedzie jest dobrze.
przyjemna drzemka i dalej można postroszyć piórka
(teraz żel potrafi zrobi cuda)
spacer czy koncert – „więcej czadu”
w niedzielne popołudnie

jeszcze jeden browar
na zapomnienie,
jeszce jeden kieliszek
myśli o poniedziałku z daleka

uprasuj koszule
uczesz nieuczesane
zaśnij snem przerywanym niedzielno-poniedziałkowym

mały supełek na szczeście pod szyją
i gula w żołądku
marsz, noga w noge, teczka w teczkę do pracy
twoje miejsce od szyby
w smierdzącym autobusie

twój kubek
w wieżowcu ze szkła
z zeszłego tygodnia
po ostaniej kawie

twoje myśli zabazgrane na podręcznej kartce z monitora
tu skończył się twój bunt – świętej pamięci
zabliźni się, spokojnie, jeszce parę miesięcy…

za tym progiem
i przed trzydziestką

przechodzili po ulicy
ludzie-zwykli kolendnicy
„co winszować
trzeba światu?
co potrzeba twemu bratu?”
i odpowiedź była krótka:
„ja pierdolę”
potem głowa
potem budka

dryńńńńńńńńńńńńńńńńńńńń

zdziera

3 komentarzy

zdziera zdźira z siebie spodnie,
chce to robić,
żyć wygodnie

zdziera z oczu tonę farby
zdziera z ciebie
pot
marny
to początek
kiedy kończyć trzeba już
zdzierać z siebie,
luz…luz…luz…

wyłożyłem jak na dłoni,
serce, głowę, ręce,
położyłem tam przy biurku
całą swoją dumę.
nawet bunt gdzieś zniknął pod guzikiem pod szyją
i imprezy
-te szalone-
papierem toaletowym rozkręcone.
wszystko gdzieś zostało w imię lepszego.
a ty mi serwujesz kamień w żółądku na obiad, kawałek stresu na deser i ścierkę zamiast godności.


  • RSS