nieprzemakalny blog

ten, który nie przemaka(ł)

Wpisy z okresu: 9.2002

kiedy ludzie wyjdą z gówna,
wtedy wszystko się wyrówna

(to nie moje)

Panie daj mi siłę
bo wiary już brak,
w ten dzień następny,
ze słońcem,
ciemny u mnie w zakamarkach.

Panie spraw,
by oczy napuchnięte wczorajszym,
nie chował przed czujnym wzrokiem strażnika.
Moralność.

Przeprosić chcę
za moją wytrwałość
gasnącą,
zmienną
szarością trawnika
krzyczących sąsiadów
i obłudą w wieżowcach
-szkło nie oczyszcza
choć przejrzyste na wskroś,
to marmur oziębły nadaje tu rytm.

Szelestem i brzękiem
tego co kusi
porwany w nurt,
biję się w piersi
i czekam na dłoń
z brzegu podaną
z pokutą zadaną.

Zostało mi tylko,
to czego nie widzę,
został mi tylko nastepny poranek,
następny łyk tlenu ze spalinami,
następna kłótnia,
i dziwne myśli
o tym, że praca nie jest dla ludzi.

Zostały mi tylko złudzenia na szczęście,
został mi tylko malutki świat,
w którym odnaleźć nie mogę siebie.

Już koło godziny 13.00 popołudnie zaczęło przypominać wspaniały weekendowy nastrój. Słoneczko przyświecało radośnie, nieupalnie i letnio. Delikatny wiaterek niósł rześkie powietrze. Ludzie w biurze uśmiechali się do siebie a nawet wredna pani sekretarka zrobiłakawę prezesowi. Śmiech i rozmarzone oczy przypominały czekające lenistwo sobotnio-niedzilne.
Wtem ni stąd ni stamtąd spadło gówno i się rozprysło.

Tak.
Mocno.
Gwałtownie.
Jedno cięcie – przerwana pępowina.
Kto tam? Sumienie się narodziło?

Potem, potem – nie teraz,
zarobię jeszce trochę,
potem, potem,
będę żyć jak chcę,

teraz,
teraz,
jestem zwykłym faszystą z nożycami,
to ja tu rozdaję karty,
to ja ci mówię co masz zrobić,
to ja,
to ja,
powtarzam…
powtarzam…
bełkot,
bełkot.

Zapomnę,
zapomnę jak jest teraz.

Pamiętać będę tylko tamte pierwsze chwile.
Pamiętać będę ognie w oczach i nieśmiałe słowa.

Zapomnę a wtedy już nic nie będzie jakby było jutro.
Będzie tak jakby było wtedy za pierwszym razem.

rozprostuję kartkę, wygładzę papier


  • RSS