nieprzemakalny blog

ten, który nie przemaka(ł)

Wpisy z okresu: 7.2002

codzień, co dzień
to samo
od nowa – te same
słowa
boli i pali
zwykły to ból
i prawda
nieznośna
zbyt dużo myślisz
powiedz to GŁOŚNO!
szeptem

Stałem się miękki.
-kapiący wosk ze świeczki.
Dużo w tym żaru i ciepły płomień.

Nie mam zdania
-jestem miękki.
Nic Ci nie każe i nie podpowiem,
palcem tylko gdzieś za horyzont,
w światło wysoko,
sam też popatrzę.
Spokojny zapachem rozgrzanej łąki,
wciągnę
by zostało najdłużej.

Lecz jestem miękki
-powiesz – to dobrze-
lecz nie uwierzysz stojąc gdzieś dalej,
bo tu blisko wszystko jest proste…
A ja?
Zostaję na mojej łące.

słyszałem dziś ptaki rankiem,
widziałem gwiazdy nocą,
oddychałem ciepłym wieczorem,
śmiałem się szczerze,

chyba nic więcej mi ni trzeba
troszeczkę uśmiechu na twarzy

gdybym tak myśli,
troszkę grzebykiem uraczył,
gdybym zrobił przedziałek – żeby widać było granice,
gdybym toszeczkę żelu – żeby równo stały w szeregu,
gdybym umiał zrobić trwałą albo warkocz…

wiedziałbym co teraz myśleć

pomiędzy mną i całą resztą,
pomiędzy nami,
pomiędzy zarówką i słońcem zdecydowana różnica,
w poglądach,
w spojrzeniu,
nie pytaj,
pomiędzy zawsze jest przerwa,
jest luka.

zamknij cały świat w jednym słowie.

całość tego co nienawidzę,
całość ubrana w barwy kolorowe,
bardziej nawet niż liście jesienią
na mojej drodze do szkoły,
na drodzę do nauki,

ta kolorowość to kłamstwo,
to tylko mgła,
mgła, która może tylko zamienić oczy w dwa kamienie,

nienawidzę kolorowych gierek

gdzieś w zakamarkach nieprzemakalnej duszy
kryje się straszny stwór.
nie pozwala mi oddychać swobodnie,
nie mam siły by go przegonić.
wszstko co mogę – to zabić go mogę.
przekrwione ślepia będą patrzeć jak bezszelestnie wydaję na nie wyrok śmierci.
zaskowyczą,
zadrży w posadach świat.

odetchnę świeżym porankiem,
obetrę ze snu zmęczone czoło.
nie będzie już nic co może mi stanąć na drodze.

droga będzie prosta – żadnych drogowskazów.
tylko ja i nic więcej,
ja i moja droga.

my: razem na zawsze.


  • RSS